piątek, 15 listopada 2013

Rozdział 1

     Od godziny latamy w kółko... zawrotów głowy można dostać [xd]. Jestem z Conorem w tym samolocie z pewnych powodów...

     RETROSPEKCJA

Siedziałam u siebie na łóżku i nasłuchiwałam, czy idzie. Nagle odgłos wchodzenie po schodach dostał się do moich uszu. Przestraszona uciekłam w najciemniejszy kąt pokoju i starałam się wtopić w ścianę, jeśli to byłoby możliwe. Po chwili drzwi do mojego pokoju otworzyły się z wielkim hukiem. Do pomieszczenia wpadł dyszący ze złości ojciec, a zaraz za nim mój brat z czerwonym odciskiem dłoni na twarzy. Mama  od pół roku leży w szpitalu chora na raka. Od tamtej pory za drobne nieposłuszeństwo lub ocenę niższa od trójki zostajemy bici. Wciąż mam nadzieję, że kiedy mama wyzdrowieje przejrzy na oczy i zostawi tatę. Z moich myśli wyrwało minie kopnięcie w plecy i ojca "Myślałaś, że cie nie zauważy ty mała suko!" Moje oczy zapełniły się łzami bił mnie i wyzywał jeszcze przez jakiś czas, aż w końcu Conor użył najprawdopodobniej całej swojej siły aby, odepchnąć czerwonego ze złości mężczyznę. korzystając z chwil nieuwagi obu panów wybiegłam z pokoju i jak najszybciej potrafiłam skierowałam się do łazienki i zakluczyłam za sobą drzwi. Otworzyłam szafkę i wyjęłam z niej opakowanie żyletek. Po chwili miałam pełno przecięć na nadgarstkach. Wzięłam się za drugi nadgarstek, kiedy do drzwi zaczęły dobijać się dwie osoby. Przy następnych cieciach ostrze wbijało się coraz głębiej. Nastała ciemność... Poczułam jakbym gdzieś szła, ciemność stała się szarością, a potem bielą. Światło było tak jasne, zamknęłam oczy, a kiedy je otworzyłam leżałam na łóżku, a obok mnie siedział wykończony Conor. Zapewne nie spał już jakiś czas. Po kilku minutach zaczęło denerwować mnie piszczenie maszyn około i wydałam sfrustrowany krzyk. Chwilę później znajdowałam sie w ciasnym uścisku Conor'a.
- Nie martw się mała, skończę osiemnastkę i zmywamy się stąd- wyszeptał mi do ucha.

KONIEC RETROSPEKCJI

I tak oto tym sposobem znaleźliśmy się tu, aktualnie przy lufie bagażowym na lotnisku w Kalifornii. Zadowoleni odebraliśmy swoje walizki i złapaliśmy taksówkę. jechaliśmy, a w tle leciała piosenka Icona Pop "I Love It" Uśmiechnęłam się, ponieważ ta piosenka idealnie oddawała chwile. Brakowało tylko żeby Conor zamienił się w dziewczynę i byśmy wystawiły głowy przez szyber dach i krzyczały z całych sił tekst piosenki. Za dużo filmów. Wolałabym być zakopana sześć stóp pod ziemia niż ubrać coś różowego i wydzierać się na cały głos przez jakiś pieprzony szyber dach jebanej, żółtej taksówki.
Wjechaliśmy na obrzeża miasta i ujrzałam średnich rozmiarów domek. Miał dość duży ogród. Według mnie idealny do rozstawienia kilku namiotów i rozpalenia ogniska. Sam dom jako tako się reprezentował. Białe ściany, czarny dach, wyglądał na nowoczesny. Oczywiście kiedy ja się przeszłam po ogródku, Conor otworzył drzwi i wpakował wszystkie walizki do pokojów; wchodząc do salonu wstrzymałam oddech, był wspaniały! No może brakuje mi jednej sofy, ale był świetny i taki w moim stylu. Idąc dalej weszłam do kuchni. I kolejne moje małe królestwo. Niedużo osób wie ( w zasadzie Conor i mama), że potrafie i lubie gotować. Schodząc ze schodów, Conor podbiegł do mnie i ścisnął za policzki.
- M, bo cie policzki rozbolą- uśmiechnął się.
- Jesteś głupi, czy głupi?- uderzyłam go w ramię- Uwaga nie pomyl się to jest bardzo podchwytliwe pytanie.- posłałam mu uśmiech typu przykro-mi-a-może-jednak-nie i poszłam na górę.
Kiedy znalazłam się na górze znajdowały się tam trzy drzwi. Zapewne jedne z nich prowadza do mojego pokoju, drugie od Conora, a trzecie od pokoju gościnnego. Otworzyłam pierwsze drzwi na lewo i okazał się to pokój gościnny. Jezusie moje oczy. Zamknęłam szybko drzwi i skierowałam się do pomieszczenia naprzeciwko - jaskinia Conora, brakuje tylko jego gitary. No, wiec została jama na samym końcu korytarza. Hmmm... Mój pokój jest zajeKURWAbisty. Zakochałam się. Padłam na łóżko, ale to nie wszystko pomyślałam. Wstałam i pokierowałam się do drzwi naprzeciwko łóżka... ene dułe like fake... Co ja do chuja pana robię? Weszłam do... jak się okazało łazienki, dużej i ładnej ( bo czarnej) łazienki. Wróciłam się do sypialni i otworzyłam drugie drzwi, za którymi kryła się... werble proszę... moja własna GARDEROBA + full nowych ubrań. Przejrzałam je z grubsza i już wiem co będę robiła przez najbliższy czas, ale najpierw ogród. Wybiegłam z domu i poszłam na jego tyły a tam pies, serio kurwa pies i to jeszcze jaki ładny. Zakochałam się ( po raz drugi dzisiaj ), wzięłam podrosłe szczenie buldoga amerykańskiego na ręce i poszłam do domu powiedzieć Conor'owi. On gdy tylko mnie zobaczył uśmiechnął się.
- W Stratford wszyscy cię znali i mogłaś wychodzić na nocne spacery sama, ale tu będziesz musiała brać...- zaciął się i spojrzał na psa. Szybko wymyśliłam dla niej imię.
-Fight.- dodałam.
-... No właśnie, wiec będziesz ja ze sobą zabierała.- dał mi półuśmiech.
- Jasne , a teraz na zakupy.- wskazałam na brzuch mówiąc- Głodna.
Conor jak to on zaśmiał się z mojej głupoty i podszedł do lodówki otwierając ją.
- Jak chcesz możesz zrobić mi obiad- spojrzałam na niego spode łba- oczywiście tobie w pierwszej kolejności, a ja zjem resztki?- Uśmiechnął się z nadzieją.
- Jeśli mamy frytki to włóż je do piekarnika, zaraz nam coś do tego zrobię.
Jak powiedziałam, tak też zrobiłam i za nie cała godzinę była przyzwoita kolacja. Conor pozmywał, co zresztą zawsze robił i poszedł na szluga, a ja zaraz za nim.
- Skoro ty palisz to czemu ja nie mogę?- zapytałam patrząc w gwiazdy.
- Bo nie mam zamiaru patrzeć jak niszczysz sobie zdrowie- wskazał na mnie palcem i ugasił peta pchając mnie do domu.- Spać- powiedział klepiąc mnie w tyłek i poszedł ze mną na górę.
Weszliśmy do swoich pokoi. Oczywiście nie chcąc szukać jakiejkolwiek piżamy weszłam do jego pokoju zabrałam jakiś T-shirt i poszłam spać.

__________________________________

Pisałam te rozdział może z godzinkę a przepisywałam ze dwie xd
Widzieliście Mi na gali MTV EMA joint serio Miley i tak cie kocham


1 komentarz:

  1. Bardzo ciekawy początek opowiadania, szkoda, że juz go nie prowadzisz :(
    [irreplaceable-gentleness.blogspot.com]

    OdpowiedzUsuń